Event Manager – stres na piątym miejscu według Forbes. I coś jeszcze.
Według rankingu Forbes, zawód Event Managera znalazł się na piątym miejscu najbardziej stresujących zawodów 2017 roku. Presja czasu, multitasking, złożone projekty i konieczność bycia w kilku miejscach jednocześnie — to tylko część codzienności, która na to wpływa.
I choć brzmi to poważnie (a czasem bywa naprawdę intensywnie), to jest w tym wszystkim jedna ważna prawda:
każdy Event Manager musi kiedyś odpocząć. A nawet — powinien 😊

Kiedy Event Manager odpoczywa?
W branży eventowej czas płynie trochę inaczej. Są miesiące, w których pracy jest aż nadto — projekty się nakładają, telefony dzwonią bez przerwy, a kalendarz pęka w szwach. Ale są też momenty spokojniejsze, które pozwalają złapać oddech i naładować baterie.
I wtedy przychodzi ten moment: urlop.
Po latach spędzonych w hotelach, na realizacjach i z życiem zapakowanym w walizkę, urlop zaczyna oznaczać coś zupełnie innego. Coraz częściej wybieramy miejsca z dala od ludzi, z plecakiem, naturą i — jeśli się da — bez dostępu do Internetu. Cisza, przestrzeń i brak harmonogramu potrafią zdziałać cuda.
Event manager na urlopie… nigdy do końca nie przestaje pracować
Jest jednak jedna rzecz, której chyba nie da się całkowicie „wyłączyć”. Nawet na urlopie w głowie zostają:
- nawyk zwracania uwagi na detale,
- ocena organizacji hotelu,
- obserwowanie obsługi i standardów,
- wewnętrzne planowanie, jak można by coś zrobić jeszcze lepiej.
Zarządzanie projektami zostaje z nami na długo — nawet wtedy, gdy teoretycznie mamy wolne. I choć to kilkusekundowe przebłyski w głowie, to jednak są.
A co, jeśli na urlopie trafiamy na event?
No cóż… wtedy robi się jeszcze ciekawiej 😉
Na weselu automatycznie obserwujemy pracę obsługi, flow wydarzenia, komunikację i zaplecze techniczne.
Na festiwalu obserwujemy logistykę, bezpieczeństwo, sceny i to, jak wiele elementów musi zagrać, by całość zakończyła się sukcesem.
Na szkoleniu czy kursie analizujemy komunikację przed wydarzeniem, zgodność obietnic z rzeczywistością i to, czy jako uczestnicy czujemy się zaopiekowani.
To nie jest złośliwość ani krytykanctwo — to zawodowe skrzywienie, które trudno wyłączyć.
A gdy coś nie działa?
Zdarza się, że bierzemy udział w wydarzeniu, które mogłoby być lepiej zorganizowane
Ale zamiast narzekać, staramy się:
- wyciągać wnioski,
- zapamiętywać rozwiązania (i błędy),
- notować w głowie, czego nie chcemy powielać w naszych projektach.
Czy da się to zatrzymać i po prostu przestać analizować?
Chyba nie. Ale to dlatego, że eventy to nie tylko praca — to pasja.
Dlaczego to wszystko ma sens?
Branża eventowa to świat, w którym trzeba nieustannie się uczyć, obserwować i analizować. Tylko wtedy możemy tworzyć wydarzenia, z których zarówno Klienci, jak i Uczestnicy wychodzą naprawdę zachwyceni.
To nasza misja.
Tworzyć eventy z pasją.
Tworzyć eventy, z których jesteśmy dumni.
Tworzyć eventy, w których sami chcielibyśmy wziąć udział.
I może właśnie dlatego — mimo stresu, presji i piątego miejsca w rankingu Forbes — nie wyobrażamy sobie innej drogi.

